
Zaczęło się tak, że oglądając w filmie jakąś wyjątkowo krwawą scenę morderstwa, zerknęłam na kremowy wełniany dywan i równie jasną kanapę i powiedziałam do męża: „Trzeba cudu, żeby ktokolwiek zdołał to doprać”. Parsknął śmiechem. A w mojej głowie zaczęła kiełkować postać Babci. Bo gdzie jest zbrodnia, musi być też ktoś, kto wie, jak się schludnie uporać z jej skutkami ubocznymi w postaci ciała i krwawych rozbryzgów na ścianach. Opowiadanie luźno powiązane z Heksalogią o Wiedźmie – akcja rozgrywa się w tym samym uniwersum.